2009-10-18 23:32:40 >> The falling leaves drift by the window. The autumn leaves of red and gold...

Wisława Szymborska
"Rozmowa z kamieniem"

"Pukam do drzwi kamienia.
- To ja, wpuść mnie.
Chcę wejść do twego wnętrza,
rozejrzeć się dokoła,
nabrać ciebie jak tchu.

- Odejdź - mówi kamień. -
Jestem szczelnie zamknięty.
Nawet rozbite na części
będziemy szczelnie zamknięte.
Nawet starte na piasek
nie wpuścimy nikogo.

Pukam do drzwi kamienia.
- To ja, wpuść mnie.
Przychodzę z ciekawości czystej.
Życie jest dla niej jedyną okazją.
Zamierzam przejść się po twoim pałacu,
a potem jeszcze zwiedzić liść i krople wody.
Niewiele czasu na to wszystko mam.
Moja śmiertelność powinna Cię wzruszyć.

- Jestem z kamienia - mówi kamień -
i z konieczności muszę zachować powagę.
Odejdź stąd.
Nie mam mięśni śmiechu.

Pukam do drzwi kamienia.
- To ja, wpuść mnie.
Słyszałam że są w tobie wielkie puste sale,
nie oglądane, piękne nadaremnie,
głuche, bez echa czyichkolwiek kroków.
Przyznaj, że sam niedużo o tym wiesz.

- Wielkie i puste sale - mówi kamień -
ale w nich miejsca nie ma.
Piękne, być może, ale poza gustem
twoich ubogich zmysłów.
Możesz mnie poznać, nie zaznasz mnie nigdy.
Całą powierzchnią zwracam się ku tobie,
a całym wnętrzem leżę odwrócony.

Pukam do drzwi kamienia.
- To ja, wpuść mnie.
Nie szukam w tobie przytułku na wieczność.
Nie jestem nieszczęśliwa.
Nie jestem bezdomna.
Mój świat jest wart powrotu.
Wejdę i wyjdę z pustymi rękami.
A na dowód, że byłam prawdziwie obecna,
nie przedstawię niczego prócz słów,
którym nikt nie da wiary.

- Nie wejdziesz - mówi kamień. -
Brak ci zmysłu udziału.
Nawet wzrok wyostrzony aż do wszechwidzenia
nie przyda ci się na nic bez zmysłu udziału.
Nie wejdziesz, masz zaledwie zamysł tego zmysłu,
ledwie jego zawiązek, wyobraźnię.

Pukam do drzwi kamienia.
- To ja, wpuść mnie.
Nie mogę czekać dwóch tysięcy wieków
na wejście pod twój dach.

- Jeżeli mi nie wierzysz - mówi kamień -
zwróć się do liścia, powie to, co ja.
Do kropli wody, powie to, co liść.
Na koniec spytaj włosa z własnej głowy.
Śmiech mnie rozpiera, śmiech, olbrzymi śmiech,
którym śmiać się nie umiem.

Pukam do drzwi kamienia.
- To ja, wpuść mnie.

- Nie mam drzwi - mówi kamień."


niby wszystko jest ok, a jednak cos jest nie tak...
na szczescie jesienna depresja ma to do siebie, ze mija ;)

"kiedy splonela pustka, zazieleniły sie pola kukurydzy"

jutro bedzie lepszy dzień ;)))

skomentuj (0)




2009-10-02 18:59:26 >> "A po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój..."

Znalezione w sieci:

"Musiałem napisać do Ciebie ten list, 
aby Ci powiedzieć, jak bardzo troszczę się o Ciebie. 
Widziałem Cię wczoraj, jak rozmawiałaś ze swoimi przyjaciółmi. 
Czekałem na Ciebie cały dzień mając nadzieję, 
że porozmawiasz ze mną. 
Dałem Ci zachód słońca, aby zakończył Twój dzień 
i chłodny powiew wiatru, abyś mógła odpocząć, 
i czekałem... 
Nie przyszłaś. 
To mnie zraniło, ale nadal Cię kocham, 
ponieważ jestem Twoim przyjacielem. 
Widziałem Cię śpiącą zeszłej nocy 
i chcąc dotknąć Twoich oczu 
rozlałem światło Księżyca na Twoją twarz czekając, 
że po przebudzeniu porozmawiasz ze mną. 
Przygotowałem dla Ciebie tak wiele prezentów. 
Ty jednak obudziwszy się, 
nie przemówiłaś do mnie ani słowem 
i ufna jedynie w swoje siły rozpocząłaś swój dzień. 
A ja w błękicie nieba, w zieleni traw, 
w koronach kwiatów, strumieniach górskich, 
kroplach deszczu słałem ku Tobie wyznanie: 
"KOCHAM CIĘ" 
Ubrałem Cię w ciepłe promienie słońca 
i nasyciłem powietrzem z zapachami natury. 
Moja miłość do Ciebie jest głębsza niż ocean 
i większa od najgłębszej potrzeby Twego Serca. 

Proszę Cię, porozmawiaj ze mną. 
Proszę Cię, nie zapominaj o mnie. 
Chciałbym podzielić się z Tobą tyloma sprawami... 
Nie będę Ci więcej przeszkadzał. 
To jest Twoja decyzja. 
Wybrałem Cię i ciągle czekam, 
ponieważ jestem Twoim PRZYJACIELEM. "



skomentuj (1)




2009-05-23 22:59:23 >> To,że podrzucisz kamień w góre nie oznacza,że wyrosną mu skrzydła. Kamień jednak powie,że leciał.

"Nikt nie ma na wlasnosc zachodu slonca, ktory zachwycil nas pewnego wieczoru (...) Tak samo jak nikt nie moze miec na wlasnosc pochmurnego popoludnia i deszczu dzwoniacego o szyby, ani spokoju, jaki roztacza wokol spiace dziecko, ani tez magicznej chwili, gdy fala morska rozbija sie o skaly. Nikt nie moze miec na wlasnosc tego, co na Ziemi najpiekniejsze, ale kazdy moze to poznac i pokochac. W takich chwilach Bog objawia sie ludziom. Nie jestesmy panami slonca, ani wieczorow, ani fal, ani boskiego objawienia, bo nie jestesmy panami samych siebie." Dziekuje:)

I mam te swoje dwadzieścia jeden lat na karku.. mam i jakos nie robi mi to duzej róznicy;p
dzien jak codzień.. moze noc zaczela sie dziwnie ("sto laaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaat!!!!!!!!!!!! aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa", błysk zapalanego swiatla, wciśniety w ręke wymacany prezent, w tle znienawidzony Flipsyde, buzi w czólko i powrót do dalszej sennej rzeczywistości;))... dzień na uczelni ("stara dupa", "życzenia dostaniesz wieczorem", "już nie tylko mój wiek będzie datowany C14", uśmiechy. Ta zwyczajna codzienna atmosfera, bez której nei wiem,czy umiałabym żyć tak samo.  ostatnie ustalenia co do wieczora)... kuchenne popoludnie( co to by było gdyby nie Kasia!;)) i to na co czekałam...


Sukienka i biale klapeczki (;P Toć nie będe chodzic boso!)... Życzenia (Chyba do konca zycia bede zdrowa ;P)... Takze te przelane na papier ("magia";), owieczki, i marzenia)... Prezenty. Te spodziewane i te mniej. Ksiażki ("Tych nie posiadasz;P"), złoty notes ("zebyś nie musiała już pisac na necie:)"), zółte kolczyki ( no a jakie by miały byc, jak nei żólte;p). kwiaty( lilija ;) i ten storczyk powitany mina karpia!! ;))) i ostatni prezent... Ten najbardziej niespodziewany. chociaz najbardziej oczekiwany... Żółty bilet, "stado karpi" a potem ta radosci i usmiech... radosc i usmiech w nieskonczonosc! :))) nadal sie uśmiecham;)

   Piątek... 
   Spełnienie marzenia... 
   Ńieśmiały uśmiech i ta mina niedowierzającego dziecka, gdy jednak wszystko okazało sie prawda! ZZR 600 i jego kierowca...    Gdańsk-Elbląg... 
   Cisnące sie na usta "przewieź mnie tak, abym poczuła smak zycia".. W koncu niewypowiedziane, ale On wiedzial. i spełnil. Poczułam smak życia.
   Pęd powietrza, szum w uszach, wiatr... Ten wiatr...
   Mała wywrotka (ah te białe pasy!"D. nic Ci sie nie stało?" - na szczescie kierowca caly, motor tez.. ja z malym otarciem palca. gorzej z kolanem "nowe spodnie". laptop tez przezyl..). szybkie podniesienie sie i w droge!!
   Głupie korki! ( jazda pomiedzy dwoma tirami stojącymi na sasiednich pasach... ta wizja dostania lusterkiem w leb"... hamowanie sie, zeby za bardzo ud nie zaciskac i nie polamac D. zeber, nie udami oczywiscie! tylko rekami. uda.. - chec hamowania - odruch kierowcy.kolana jak najblizej,zeby nei zawadzic o zaden samochod z boku - najbardziej bałam sie lawirowania pomiedzy duzymi samochodami. ale wiedzialam,ze uwaza. a przede wszystkim wie co robi! i moja dziecieca ufność w stosunku do Niego
   E7... "ile jechalismy?" "180 moze wiecej" "szkoda,ze nie szybciej!"... Zakrety, proste. droga... i my... i ja! ja i motor!! predkosc. szumiace w uszach powietrze! strach? a czego sie bac!
   Ten delikatny posmak soli na jezyku... szybciej bijące serce... adrenalina krąząca w krwioobiegu... czasami zacisniete zeby, czasami uśmiech... Cała biochemia we mnie... Adrenalina, endorfiny. Całe mnóstwo endorfin! i inne neuroprzekażniki zwiekszające doznania... Wyostrzone zmysły. Wzrok widzący coś ponad normalność. Słuch - mimo szumu wiele innych dzwieków - "ten koleś sluchal rmf". Dotyk wiatru w nieokrytych miejscach. te poczucie zimna. gdyby jednak to bylo cieplo, nie bylo by juz tak fajnie... zmarzniete palce, które jednak czuły każde zawirowanie powietrza. mimo zdartego palca! I to szczescie wypelniające reszte ciała...
   Jakis wypadek na drodze... "co sie stalo?" "nie mam pojecia... moze mu oś poszla, albo opona" - krótka rozmowa, która jednak była dopelnieniem wszystkiego. przerywnikiem, który pozwolil przezyc wszystko jeszcze raz...
dojechanie na miejsce... długa jazda. jednak dla mnei i tak za krótka "byłam złym pasazerem? przepraszam to moj pierwszy raz" "spoko, nie byłas taka najgorsza". Z kaskiem opartym na biodrze namawialam kierowce na pokonanie kilku schodow i trzech pieter winda. 
   Wspolny obiad. Kłamstwo na temat podartych na kolanie spodni ("przewróciłam sie mamo jak podbiegałam do D" "ciapa. nawet chodic dziecko nie umiesz!"), ostrzezenie, co by bylo jakby nei wszedl ;p i ta ciagle obecna radosc w sercu!
   pozegnianie z kierowca - "daj znac jak dojedziesz" " jakbys kiedys mial jeszcze wolne miejsce to wiesz... ja z checia..." zyczenia spokojnej drogi i oczekiwanie na znak (House zagral - dojechal)
   "tato kupisz mi motor?" "nie, nie kupie Ci motoru" "to ja sobie sama kupie, Ty mnie bedziesz tylko wozil!"

euforia w sercu! i jeszcze ta czerwona róza i czekoladki otrzymane wieczorem.
dwudniowe urodziny....

21 lat... i przezyte cos, czego nikt mi nie odbierze!
i ten zdarty palce, siniak na kolanie i bolacy bark przypominaja, ze to jednak nie był sen.. ze to na cale szczescie nei był sen.. 
Jedno z marzen spelnione!! ;)

I mimo tego,że chcialabymn to lepiej opisac, nie umiem. brakuje słów. brakuje gestów. nawet myśli krążą zaszybko.  po porstu nie ma nic, co by to odzwierciedlało...

Dziekuje.... dziekuje za to, ze te 21 urodziny byly najwspanialszymi dwoma dniami w moim zyciu.
Za to, ze znowu wiem, jak to wspaniale jest być szczęsliwym!! :))

Usmiech... Ten prawdziwy prosto z serca:)

skomentuj (1)




2009-05-05 16:10:56 >> "Doszedłem do wniosku, że skoro i tak skończę w piekle, to mogę po drodze zaszaleć"

z jednej strony celibat, z drugiej taka nieodparta chęć "posiadania"...
sobie chyba jakas rybke kupie albo szczura... a najlepiej nowa ksiazke.

facet ----bleeeeeeee:/ 
w koncu są tylko organizmami zero - jedynkowymi i trzeba im udzielac nieskomplikowanych  polecen. i broń Boże zadnych podtekstów!
bo jak poprosisz o cos co sie  rozpedza od 0 do 100 w 4 s, i koniecznie ma byc niebieski, to Ci kupi wage ;/
wyjebane narazie

mam do nauki sądowke i farme... a potem neuro jak sie zacznie i neurochirurgie... i znowu farme... i bleeeeeeeeeeeeeeeeeee;/

Brewke trza zajebac ;/

skomentuj (8)

Strona

Strona główna
O mnieMająca po złej stronie serce przyszła blond paramediczka

Odwiedzam

Takie moje..
Moje paramedicy ;) moja przyszlość?

Ci ważni...
Świat-nadziejki
My kolorowo
Szyszunia
Konik i Żyrafa ich małe zoo ;)
Eremis najmniejsza o najwiekszym sercu

Archiwum

2009
październik
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
wrzesień
sierpień
lipiec